Kryzys blogowania
Nie jest dobrze…chyba zaczynam mieć kryzysy blogowania. Prowadzę jednocześnie dwa blogi…Jeden to Digg po polsku, czyli moje diggi.
Mniej więcej w połowie listopada odkryłam fajną platformę, czyli tumblera. Zachwycił mnie głównie fajny interfejs, no i możliwość zamieszczania różnego typu mediów (zdjęć, wideo, muzyki) jako oddzielnych postów. Zaczęłam wtedy prowadzić tego właśnie bloga, na którym zamieszczony jest ten post. Eksperyment miał potrwać do końca roku. Jego założeniem było sprawdzenie, czy będę w stanie prowawdzić bloga regularnie. Udało się. Zaczęłam coraz częściej publikować na tekla@tumblr. W miarę upływu czasu tematyka zaczęła się krystalizować wokół newsów nt Apple i Google. Rano szybko skanowałam swój czytnik RSS w poszukiwaniu jakichś doniesień o tych dwóch firmach. Z braku ciekawego newsa starałam się zamieścić coś innego nt sieci, lub ewentualnie swojego jedzenia (tylko zdjęcia).
W zeszłym miesiącu trafiłam na post na jakimś amerykańskim blogu o efekcie “blogging echo chamber”, czyli duplikacji treści na wielu blogach. Wygląda to mniej więcej tak…znany blogger (np. z TechCrunch lub ReadWriteWeb) publikuje news i w przeciągu powiedzmy 24h przetacza się on przez sieć. Zdałam sobie sprawę, że ten efekt jest też trochę moim udziałem. Co prawda tłumaczenie newsów z zagranicy to nie do końca echo, ale te same newsy sprowadzają do Polski, znani polscy blogerzy, m.in. Grzegorz Marczak (Antyweb.pl), Marcin Jagodziński (netto.blox.pl), czy Bartek Raciborski (webstop.pl) oraz jeszcze kilka innych osób. Różnica polega na tym, że panowie poza sprowadzeniem newsa na polski grunt jeszcze go komentują i oceniają. Ja chyba mam za mało doświadczenia, żeby niektóre rzeczy ocenić, np. Google Apps Engine.
W związku z powyższym zastanawiam się do czego wykorzystać tekla@tumblr. Chciałabym, żeby blog ten był miejscem wymiany poglądów, czy informacji, ale jakoś po prawie pół roku nie udało mi się zachęcić nielicznych czytelników do dyskusji. Ale o czym tu dyskutować, jak to tylko echo, a i komentarzy nie ma gdzie zamieścić…Disqus dopiero od niedawna.
W weekend majowy byłam w Budapeszcie i skorzystałam tam z pewnego przesądu. Jest tam taki pomnik Anonima (takiego ichniego Galla), jak się dotknie końca jego pióra to podobno otrzyma się natchnienie. Dotknęłam i proszę jaki długi post od siebie;) Ten tydzień pozostawiam sobie chyba na refleksję o blogowaniu…Ktoś się przyłączy?
2 months ago